Dlaczego część z nas boi się pieniędzy bardziej niż ich braku

Tomasz dostał przelew o 14:05 i przez kolejne 20 minut nie ruszył się z krzesła. Trzydzieści dwa tysiące na koncie, trzynastka plus ekstra premia. Powinien czuć ulgę, ale zamiast tego miał sucho w gardle a w głowie myśl, która nie dawała mu spokoju: te pieniądze nie mogą zostać na moim koncie.

Nie, Tomasz to nie jest gość, który mówiąc kolokwialnie „nie ogarnia kasy”. To senior developer w korporacji, zarabia lepiej niż 90% Polaków. Liczy szybciej niż Excel. Znajomi dzwonią do niego po porady finansowe. Tomasz pochodzi z rodziny, w której pieniądze były tematem trudnym, czasem upokarzającym, zawsze niewystarczającym. Problem w tym, że ilekroć na konto wpadnie mu coś więcej niż standardowa wypłata, jego mózg odpala tryb” oddaj, wydaj, zrób cokolwiek, byle nie mieć tego przy sobie”. Natychmiast. Jakby te pieniądze parzyły.

Czy znasz tę historię? Może nie w takiej skali, ale jednak w jakiejś podobnej wersji – tak. Człowiek, który zarabia więcej, niż wynosi dochód jego rodziców, nie potrafi tego zatrzymać. Człowiek, który dostaje awans i natychmiast zmienia pracę na gorszą. Człowiek, który mówi „nie zasługuję” w sytuacji, w której każdy obiektywny obserwator powiedziałby coś przeciwnego. Skąd to się bierze? Bo to nie jest po prostu nawyk wydatkowy. To jest coś znacznie głębszego.

Wstyd, którego nie powinno być

Wstyd to taki wewnętrzny alarm, który dzwoni, kiedy zrobisz coś nie tak. Złamałeś zasadę, twój układ nerwowy mówi: stop, popraw się. To bardzo użyteczny mechanizm, kiedy norma jest zdrowa to zasada ta ma sens. Staje się jednak problemem, kiedy norma jest absurdalna albo nie należy do ciebie.

Wstyd zamożności to reakcja, która nie ma sensu. Polega na tym, że źle się czujesz tylko dlatego, że masz pieniądze. Niczego nie ukradłeś. Nikogo nie oszukałeś. Po prostu zarobiłeś a w środku i tak czujesz, że coś jest nie tak. Człowiek ze wstydem zamożności ma w głowie jedną płytę: „Mam za dużo. To nie dla mnie. Powinienem mieć mniej”. Nie chodzi o to, że widzi biedę na ulicy. Taki komunikat nie wynika z konfrontacji z biedą innych. Ten głos siedzi w nim od dziecka i wynika z czegoś, co zostało w człowieku zainstalowane wcześniej, w okolicznościach, których on sam zwykle nie pamięta.

Brené Brown, badaczka wstydu z Uniwersytetu w Houston, wskazuje, że wstyd różni się od poczucia winy w jednym fundamentalnym punkcie. Wina to „Popsułem sprawę”. Wstyd to „Ja jestem popsuty”. Wina dotyczy uczynku, wstyd dotyczy tożsamości. Kiedy wstyd przykleja się do pieniędzy, nie myślisz już „źle je wydałem”. Myślisz „jestem złym człowiekiem, bo je mam”. Dlatego Tomasz nie naprawia błędu. On ucieka od kasy, bo chce uciec od siebie. To dramatyczna różnica, bo wina daje się naprawić, a wstyd domaga się ucieczki. Stąd biorą się błyskawiczne wydatki Tomasza: niczego nie naprawia, on ucieka.

Bourdieu i niewidzialne granice klas

Pierre Bourdieu, francuski socjolog, opisał coś, co nazwał „kapitałem kulturowym”. W jego ujęciu człowiek dziedziczy nie tylko pieniądze, lecz także sposób bycia w świecie: gust, język, ciało, schematy postępowania, które są charakterystyczne dla klasy, z której pochodzi. Te schematy są tak głęboko wbudowane, że człowiek nie postrzega ich jako wyboru, lecz jako naturalność. Bourdieu nazywa to takim „niewidzialnym pakietem, który dostajesz z domu rodzinnego” (termin socjologiczny” Habitus”) – dyspozycyjnym sposobem reagowania na świat, który dostałeś, zanim wybrałeś, kim chcesz być.

Co to ma do pieniędzy? Bardzo wiele. Habitus klasy, z której pochodzisz, zawiera w sobie nie tylko stosunek do pracy i konsumpcji, lecz także to, co Bourdieu nazywa „smakiem konieczności” – stylem życia dostosowanym do określonych zasobów. Bourdieu mówił o „habitusie”. To taki pakiet, który dostajesz w domu, w skrócie to jest: jak jesz, jak mówisz, ile wydajesz na buty. Możesz w rok zarobić milion. Warto, wiedzieć, że Twój habitus nie zmienia się w rok. Ciało jest zaprogramowane w trybie „tacy jak my” nie mają tyle pieniędzy. Ono nadal pamięta, jak siedzieć, mówić, jeść, kupować w sposób charakterystyczny dla klasy pochodzenia. Każda kwota powyżej tego, co znałeś z domu, uruchamia w Tobie dyskomfort. To jest ten „dysonans habitusowy” czyli automatyczny tryb działania skopiowany z domu. Na papierze jesteś już w klasie średniej, w głowie nadal śpisz na wersalce w małym mieszkaniu a Twoje ciało wszystko to rejestruje.

To wyjaśnia, dlaczego ludzie, którzy szybko awansują społecznie, często odczuwają coś w rodzaju syndromu oszusta finansowego. Nie chodzi o to, że niesłusznie zarabiają. Chodzi o to, że wewnętrznie nie czują się jeszcze tym, kim już są na zewnątrz. Wstyd zamożności jest bardzo często wstydem tej luki – przepaści między zewnętrzną pozycją a wewnętrzną tożsamością klasową, której nie da się przeskoczyć tak szybko, jak zmienia się rachunek bankowy.

Dlaczego część z nas boi się pieniędzy bardziej niż ich braku

Dlaczego część z nas boi się pieniędzy bardziej niż ich braku

Polska osobliwość: bogaty znaczy podejrzany

Każda kultura ma swoją relację z pieniędzmi, jednak w polskim kontekście warto zatrzymać się chwilę dłużej. Przez dekady istniała w Polsce silna kulturowa narracja, w której bogactwo było moralnie podejrzane. Częściowo wynikało to z doświadczenia historycznego – czterdzieści pięć lat systemu, który oficjalnie potępiał akumulację kapitału, robi swoje. Częściowo z tradycji religijnej, w której uboga rodzina była wzorem moralnej czystości, a bogacz musiał uważać, by nie znaleźć się w ewangelicznej sytuacji wielbłąda i ucha igielnego. Częściowo z przedwojennej niechęci do „nowobogackich”, która we współczesnej formie ujawnia się jako pogarda dla „bogaczy z Tik Toka” lub „korpoludków”.

Polska ma na to swoją specjalną wersję. U nas bogaty to zawsze trochę podejrzany. Nieważne skąd: z PRL, z kościoła, czy z przedwojennych dowcipów o nowobogackich. Wniosek zawsze będzie taki sam: mieć za dużo to wstyd. Ile to jest „za dużo”? Nie wiadomo. Zawsze trochę więcej niż masz Ty. Nikt tego nie definiuje, każdy to czuje. Polski człowiek, który właśnie dostał awans, instynktownie wie, że musi się z tym faktem obchodzić ostrożnie. Nie chwalić się, nie wystawać, nie wzbudzać zazdrości. „U nas” o pieniądzach się nie mówi, a kiedy już trzeba, mówi się półgłosem, najlepiej z lekkim narzekaniem na podatki, żeby nikt nie pomyślał, że człowiekowi się powodzi.

Sprawdź sam, zapytaj Polaka, ile zarabia. Usłyszysz: „A, daj spokój”, „jakoś się żyje”, „nie narzekam”, „na rachunki starcza”. I to właśnie już nie jest skromność, to strach. Bo jak powiesz konkretną kwotę, to przekroczysz tę niewidzialną linię przyzwoitości i ktoś Cię oceni.

Sabotaż w wykonaniu uprzejmym

Wracając do Tomasza i jego premii. To, co zrobił, ma swoją kliniczną nazwę. Bradley Klontz nazywa to „finansowym sabotażem”. Brzmi mądrze, ale to prosta sprawa. To są rzeczy, które robisz z pieniędzmi, żeby poczuć ulgę. Z zewnątrz wyglądają jak hojność a w środku to panika. Uruchamiane są mechanizmy pozbywania się pieniędzy, których człowiek wewnętrznie nie potrafi zatrzymać.

Pierwszy typ: kompulsywna hojność. Wysyłasz bratu 20 tysięcy, choć nie prosił. Fundacja dostaje od Ciebie tyle, że księgowa dzwoni z pytaniem czy to pomyłka. Czujesz ulgę, kiedy saldo spada, w kwotach większych niż wymaga sytuacja, z poczuciem, że to obowiązek. Drugi typ: strategiczne marnotrawstwo. Kupujesz trzeci zegarek. Płacisz za wszystkich w knajpie. Z zewnątrz: człowiek się szarpie, natomiast w środku: uciszasz ten głos, który krzyczy „masz za dużo”. Trzecią jest „cichy sabotaż kariery”: rezygnacja z awansu, zmiana pracy w nieoczywistym momencie, wycofanie się z negocjacji wynagrodzenia w chwili, gdy wszystko zmierzało w dobrą stronę.

Każde z tych zachowań ma jeden wspólny mianownik: redukuje wewnętrzne napięcie, jakie wywołuje posiadanie pieniędzy. Człowiek, który tak działa, zwykle nie wie, że to robi. Sam dla siebie jest „hojnym przyjacielem”, „beztroskim duchem” albo „kimś, kto szuka pracy z sensem”. Te etykiety nie są fałszywe, jednak ich funkcja jest podwójna: opisują rzeczywistość i jednocześnie maskują mechanizm, który w niej działa.

Sprawdź, czy rozpoznajesz cokolwiek u siebie? Czy zdarza ci się dawać pieniądze ludziom, którzy o nie zupełnie nie prosili i czuć dziwną ulgę, gdy konto się zmniejsza? Czy odczuwasz niepokój, gdy oszczędności rosną? Czy wycofujesz się z propozycji finansowych, które obiektywnie są dla ciebie korzystne, z powodów, które trudno ci uzasadnić? Czy czujesz większe poczucie winy, gdy wydajesz pieniądze na siebie niż gdy wydajesz je na innych? Każde „tak” jest informacją, nie diagnozą. Sygnałem, że warto się zatrzymać i zadać głębsze pytanie.

Dwa lęki, jedno źródło

Tu pojawia się obserwacja, która może być najważniejszym wnioskiem z tego tekstu, więc poproszę cię o uwagę.

Zauważ, że lęk przed biedą i lęk przed kasą, choć są dwoma różnymi biegunami, bo jedna osoba chomikuje każdy grosz, chowa pieniądze do słoika, druga puszcza pieniądze w pięć minut to wciąż jest to ten sam lęk. Pierwszy jest obecny wszędzie tam, gdzie kultura mówi o niedostatku, drugi – tam, gdzie kultura mówi o nieprzyzwoitości bogactwa.

Tymczasem przy bliższym oglądzie okazuje się, że oba mają to samo źródło, choć ujawnia się ono inaczej. Tym źródłem jest wczesne przekonanie, że pieniądze są niebezpieczne. W jednym wypadku niebezpieczne są przez to, że mogą zniknąć – więc trzeba je trzymać mocno. W drugim niebezpieczne są przez to, że mogą cię zdefiniować w sposób, którego nie akceptujesz – więc trzeba się ich pozbyć. Cel jest inny, ale fundamentalna emocja – lęk, jest tożsama.

Ważne! Skąpiec i rozrzutnik robią dokładnie to samo. Zarządzają paniką. Skąpiec nie znosi, gdy pieniądze znikają z konta. Rozrzutnik nie znosi, gdy na nim leżą. Obaj nie zarządzają pieniędzmi. Zarządzają lękiem. Każde z nich służy temu, żeby pieniądze nie pozostawały w stanie, który dla danego człowieka jest emocjonalnie niemożliwy do zniesienia. Skąpiec nie znosi widoku pieniędzy uciekających, rozrzutnik nie znosi widoku pieniędzy stojących w miejscu.

To wyjaśnia coś, co bywa dla obserwatorów zagadkowe: czemu ludzie, którzy w dzieciństwie doświadczyli niedostatku, w dorosłym życiu czasem stają się ostrożnymi „gromadzicielami” a czasem – kompulsywnymi rozrzutnikami. To nie są dwa różne typy ludzi. To są dwie różne strategie radzenia sobie z tym samym pierwotnym lękiem, dobrane w zależności od wielu zmiennych: temperamentu, wzorców rodzinnych, doświadczeń z okresu dorastania. Mechanizm jest taki sam. Tylko jego ekspresja przybiera przeciwne formy.

Dlaczego sabotujemy własne dochody i decyzje finansowe

Dlaczego sabotujemy własne dochody i decyzje finansowe

Trzecia droga: pieniądze jako neutralność

To co jest przeciwieństwem chomikowania i trwonienia? „Rozsądne zarządzanie”? Nie, to byłoby zbyt płytkie. Prawdziwe przeciwieństwo to neutralność. Rozsądne zarządzanie jest techniką, a tu nie chodzi o technikę. Chodzi o coś, co wymaga znacznie głębszej zmiany, mianowicie o uczynienie pieniędzy neutralnymi.

Neutralne pieniądze to takie, które nie mówią Ci kim jesteś. Nie jesteś lepszy, bo masz ich więcej. Nie jesteś gorszy, bo masz ich mniej. To tylko narzędzie, jak na przykład młotek. Nie budujesz swojej wartości na młotku, prawda? Dlatego nie świadczą one o twojej wartości moralnej ani o twoim miejscu w społeczeństwie. Są narzędziem, które pozwala ci robić rzeczy, które chcesz robić, i nie są niczym więcej, poza tym właśnie. To wydaje się oczywiste, jest także wyjątkowo trudne, bo cała kultura – reklamy, media społecznościowe, narracje rodzinne, opowieści o sukcesie – bezustannie podpowiadają, że pieniądze coś o tobie mówią. Mówią o twojej zaradności, klasie, wartości, sile charakteru. Mówią, czy jesteś „kimś”, czy „nikim”. I dopóki w to wierzysz, nie możesz mieć ich neutralnie.

Filozofia stoicka ma na tę kwestię swoją odpowiedź, którą warto przypomnieć. Marek Aureliusz pisał, że to, co się ma, nie jest częścią tego, kim się jest. Można mieć wiele i być nikim, można mieć mało i być kimś, można mieć średnio i nie zauważać tego w ogóle. Stoik nie jest człowiekiem, który nie ma pieniędzy. Jest człowiekiem, dla którego posiadanie lub nieposiadanie nie wpływa na to, jak siebie postrzega. To poważne wyzwanie poznawcze i emocjonalne, jednak właśnie ono jest, jak sądzę, jedyną prawdziwą drogą wyjścia z dwustronnej pułapki: lęku przed brakiem i lęku przed posiadaniem.

Tomasz nie potrzebuje przestać być hojny. Potrzebuje sprawdzić, czy jego hojność wynika z autentycznej potrzeby pomagania bratu, czy z mechanizmu pozbywania się dyskomfortu. Te dwie hojności wyglądają identycznie z zewnątrz. Wewnątrz są zupełnie różnymi działaniami i prowadzą w przeciwne strony życia.

Pytanie, którego nie zadasz przy stole

Zrób szybki test. Wyobraź sobie, że jutro na konto wpada Ci 10 razy więcej niż masz teraz. Co czujesz? Spokój? Ekscytację? Czy ścisk w żołądku i myśl „muszę to gdzieś upchnąć, bo zwariuję”? Nie pytam, co byś zrobił, lecz jak byś się czuł.

Spokojnie? Komfortowo? Z lekką ekscytacją? Czy może z ukłuciem w klatce piersiowej, dziwnym przymusem działania, podszepcie, który mówi „to za dużo”, „to nie dla mnie”, „muszę szybko zdecydować, co z tym zrobić, bo nie zniosę tego stanu”? Ta odpowiedź nie mówi nic o Twoich finansach. Mówi wszystko o Tobie. O tym, co naprawdę myślisz o sobie, kiedy nikt nie patrzy.

Pieniądze nie są ani błogosławieństwem, ani przekleństwem, ani znakiem twojego charakteru, ani dowodem twojej wartości. Są zasobem. Możesz go mieć i go nie zauważać. Możesz go nie mieć i pozostać sobą. To, czy potrafisz tak na nie patrzeć, jest jednym z najtrudniejszych i najmniej omawianych zadań życia dorosłego. Nikt nie nauczy cię go w domu, w którym sam pokazują, że pieniądze są zawsze za małe albo zawsze za duże, żeby się z nimi czuć dobrze.

Twoja babcia pamiętała wojnę i kartki na cukier. Twoi rodzice pamiętali PRL i puste półki. Ty pamiętasz co innego i może warto, aby właśnie to w sobie „przepisać”, samemu. Bo żaden artykuł tego za Ciebie nie zrobi, sprawczość masz wyłącznie Ty. Żaden tekst nie zastąpi pytania, które zadasz sobie sam, w ciszy, kiedy następnym razem zobaczysz nieoczekiwaną kwotę na koncie. Poczujesz suchość w gardle, uczucie zmieszania. Co to jest? Co czujesz? I do kogo to uczucie faktycznie należy?

Literatura

Bourdieu, P. (2005). Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia (tłum. P. Biłos). Wydawnictwo Naukowe Scholar. [Praca oryginalna opublikowana w 1979 r.]

Bourdieu, P. (2008). Zmysł praktyczny (tłum. M. Falski). Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Brown, B. (2012). Daring Greatly: How the Courage to Be Vulnerable Transforms the Way We Live, Love, Parent, and Lead. Gotham Books.

Furnham, A., & Argyle, M. (1998). The Psychology of Money. Routledge.

Klontz, B. T., & Klontz, P. T. (2009). Mind Over Money: Overcoming the Money Disorders That Threaten Our Financial Health. Broadway Books.

Klontz, B. T., Britt, S. L., Mentzer, J., & Klontz, P. T. (2011). Money beliefs and financial behaviors: Development of the Klontz Money Script Inventory. Journal of Financial Therapy, 2(1), 1-22. https://doi.org/10.4148/jft.v2i1.451

Marek Aureliusz. (1984). Rozmyślania (tłum. M. Reiter). Państwowe Wydawnictwo Naukowe. [Praca oryginalna powstała ok. 170 r. n.e.]

Piff, P. K., Stancato, D. M., Côté, S., Mendoza-Denton, R., & Keltner, D. (2012). Higher social class predicts increased unethical behavior. Proceedings of the National Academy of Sciences, 109(11), 4086-4091. https://doi.org/10.1073/pnas.1118373109

Sandel, M. J. (2020). The Tyranny of Merit: What’s Become of the Common Good? Farrar, Straus and Giroux.